Najnowsze komentarze

    Listopad – Grudzień 2017: Bielszy odcień bieli

    Oferta na lato 2017

    Oferta na lato 2017

    Lato to okres wypoczynku i wakacyjnych wędrówek. Wydaje Ci się, że wizyta w muzeum w czasie wakacji nie ma sensu? Mylisz się i na pewno sam to przyznasz, kiedy poznasz wakacyjną ofertę Muzeum Ziemi.

    Muzeum na wakacje przygotowało nie tylko wystawy, ale przede wszystkim warsztaty kierowane do młodszych dzieci, które spędzają wakacje w mieście. Ci, którzy udają się w góry lub nad morze czy jeziora warto, żeby przypomnieli sobie, jakie skarby kryje nasza Ziemia.

    Dla tych co wybierają się nad morze – proponujemy wystawę Bursztyn Polska i Świat, na której można zobaczyć bogactwo odmian bursztynu oraz niezwykły świat inkluzji. Może i Tobie uda się znaleźć choćby niewielką bryłkę bursztynu?

    Na miłośników pozaziemskich zjawisk czekamy z  wystawą Meteoryty kamienie z nieba. Zainteresuje ona zwłaszcza tych, którzy w pogodne noce będą obserwować „spadające gwiazdy” czyli meteory pojawiające się na niebie szczególnie obficie między 12-14 sierpnia, kiedy jak co roku widoczny będzie rój Perseidów związanych z kometą Swifta-Tuttle’a.

    Zainteresowanych historią zapisaną i utrwaloną w skałach w postaci skamielin zapraszamy do porównania swoich zbiorów z okazami zebranymi na wystawie Z przeszłości geologicznej Ziemi.

    Dla miłośników kamieni ciekawą propozycją jest wystawa Kamień w życiu człowieka, na której pokazany został bogaty zbiór skał i minerałów towarzyszących codziennemu życiu człowieka.

    Dla tych co wybierają się w góry – przygotowaliśmy ekspozycję Barwny świat minerałów, na której prezentowane są wielobarwne okazy, pochodzące z różnych stron świata. Może i Ty wzbogacisz swoją kolekcję.

    Podczas wizyty w naszym muzeum, koniecznie trzeba zobaczyć Wielkie ssaki z okresu plejstoceńskiego w tym nogę słonia leśnego, który został znaleziony na warszawskiej Woli.

    W miesiącach wakacyjnych proponujemy specjalnie przygotowaną wystawę fotograficzną Rok 1900 Europa w fotografii Henryka Czeczotta. Na wystawie prezentowane są wybrane  fotografie z podróży Henryka Czeczotta po Europie, podczas której wykonał ok. 200 zdjęć.

    A w przededniu rocznicy Powstania Warszawskiego zapraszamy mieszkańców Warszawy i nie tylko, do obejrzenia zachowanych w marmurze śladów krwi nieznanego powstańca.

    Przyjdź, zobacz! Nawet wówczas, gdy musisz pozostać w mieście, odwiedzając Muzeum Ziemi poznasz choć trochę piękno świata przyrody.

    Oczy złożone

    Oczy złożone

    Stawonogi, do których zaliczamy zarówno wymarłe trylobity jak również skorupiaki, pajęczaki i owady mają oczy złożone. Każda część oka złożonego jest w rzeczywistości oddzielnym „mini-okiem” posiadającym własną soczewkę skupiającą światło na pojedynczym receptorze. Stawonogi zatem widzą świat jako mozaikę położonych obok siebie punktów. Takie oko może zatem doskonale rejestrować każdy ruch, choć nie dostrzega tak wiele szczegółów jak oko proste. Oko złożone było więc doniosłym skokiem ewolucyjnym w porównaniu do „prymitywnych” światłoczułych plamek, umożliwiające odróżnianie światła od ciemności występujących nawet u niektórych jednokomórkowców.

    Charakterystyczną cechą dla trylobitów jest występowanie na bokach tarczy głowowej (cephalonu) pary oczu złożonych, zbudowanych z dużej liczby soczewek (do 15000 w jednym oku). W przeciwieństwie do innych stawonogów soczewki te nie były zbudowane z organicznej chityny (podobnie jak cały pancerz), ale były one nieorganiczne, zbudowane z kryształków kalcytu doskonale zorientowanych pod względem optycznym (m. in. kompensowały one wysoki współczynnik załamania wody względem powietrza oraz eliminowały rozmaite zniekształcenia obrazu). W niektórych grupach trylobitów oczy zanikały, co sugeruje, że mogły one żyć w ciemności (np. w osadzie dennym lub też w środowisku głębokowodnym).

    Metasekwoja

    Metasekwoja

    Metasekwoja to interesujący przykład rośliny pierwotnie opisywanej wyłącznie na podstawie skamieniałości. Odkrycie, w latach czterdziestych XX wieku, w lasach Chin żywych drzew metasekwoi, należy do największych odkryć botanicznych minionego stulecia.

    Metasekwoja chińska (Metasequoia glyptostroboides Hu et Cheng) jest jedynym żyjącym dziś przedstawicielem rodzaju metasekwoja. Należy do rodziny cyprysowatych (Cupressaceae) reprezentowanej współcześnie przez 30 rodzajów, z których tylko trzy – jałowiec (Juniperus), cyprys (Cupressus) i cyprzyk (Tetraclinis) – występują dziś w Europie. W stanie naturalnym metasekwoja chińska rośnie tylko na obszarze środkowych Chin, w prowincjach Hubei, Hunan i Syczuan. Preferuje gleby o dużej wilgotności często w dolinach rzek, nad brzegami pól ryżowych, na terenach podmokłych. Przez Chińczyków bywa nazywana wodną jodłą lub chińską sekwoją.

    Jest to drzewo dochodzące do 40 m wysokości, którego cechą charakterystyczną są opadające na zimę krótkopędy liściowe. Igły są miękkie o długości do 1,5 cm, jasnozielone. Kwiaty męskie i żeńskie występują osobno ale na jednym osobniku i są wiatropylne. Szyszki o kształcie jajowatym, długości około 2,5 cm osadzone są na długich ogonkach.

    Na podstawie występowania kopalnych szczątków przypuszcza się, że rodzaj metasekwoja powstał na obszarze północno-zachodniej części Ameryki Północnej. W późnej kredzie (100,5-66 mln lat temu) i paleocenie (66-56 mln lat temu) metasekwoja „przewędrowała” z Ameryki Północnej poprzez obszary dzisiejszej Cieśniny Beringa do wschodniej Azji, gdzie ustanowiła drugi obszar występowania.

    W późnej kredzie i paleogenie (80 – 23 mln lat temu), klimat na Ziemi był znacznie cieplejszy niż obecnie, na wolnych jeszcze od lodu obszarach okołobiegunowych Ameryki Północnej, Azji i Europy, rosły nieznane dziś, tak zwane polarne, zrzucające liście lasy szerokolistne, w których, obok metasekwoi, rosły sekwoje, cypryśniki, miłorzęby, oraz wytwarzające bardzo szerokie liście drzewa okrytonasienne należące w większości do wymarłych dziś rodzajów, spokrewnionych z dzisiejszymi dębami, platanami, ambrowcami, grujecznikami.

    Kolumna Zygmunta

    Kolumna Zygmunta

    Trzon Kolumny Zygmunta w Warszawie wznoszony był trzy razy. Pierwsza podstawa została wykonana w 1644 roku z tzw. marmuru chęcińskiego, pochodzącego z kamieniołomu Czerwona Góra pod Chęcinami (Góry Świętokrzyskie).

    Marmur chęciński to nic innego jak zlepieniec (zwyczajowo zwany zygmuntowskim), czyli skała osadowa okruchowa, powstała w wyniku lityfikacji (cementacji) żwiru. Zlepieniec zygmuntowski składa się z szarych otoczaków wapieni i dolomitów dewońskich, spojonych czerwonym cementem węglanowym zabarwionym związkami żelaza. Omawiana skała została utworzona w Permie w czasie wkroczenia morza na teren ówczesnych Gór Świętokrzyskich. O wysokich walorach dekoracyjnych zlepieńca zygmuntowskiego decyduje zróżnicowana wielkość i barwa otoczaków, czerwone zabarwienie spoiwa oraz silna lityfikacja, pozwalająca na łatwe polerowanie. Wadą skały jest mała odporność na wietrzenie, dlatego trzon Kolumny Zygmunta szybko uległ zniszczeniu.

    W 1887 roku pod nadzorem Edwarda Cichockiego dokonano gruntownej naprawy pomnika. Zniszczony trzon ze zlepieńca zygmuntowskiego zastąpiono różowym granitem sprowadzonym z Włoch. Nie przetrwał on jednak długo. W nocy z 1 na 2 września 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, hitlerowcy zniszczyli pomnik trafiając w niego pociskiem z działa czołgowego. W 1949 roku, kiedy zagospodarowywano okolicę Placu Zamkowego w związku z budową Trasy W-Z, przystąpiono do rekonstrukcji Kolumny Zygmunta. Jej nowy trzon wykonano z granitu strzegomskiego, odrestaurowano też, w niezmienionej formie, postać króla i tablice pamiątkowe.

    Granit to skała magmowa plutoniczna, powstała w wyniku krzepnięcia magmy głęboko pod powierzchnią terenu. Składa się głównie z kwarcu, skaleni potasowych, plagioklazów i łyszczyków (biotyt i muskowit). Może przybierać barwy: białą, kremową, jasnoszarą, różową, zieloną lub czerwoną. Granit pochodzący ze Strzegomia na Dolnym Śląsku (granit strzegomski, którego użyto do wykonania trzonu Kolumny Zygmunta) oznacza się barwą jasnoszarą. Składa się z szarego kwarcu, białych skaleni i czarnego biotytu. Jest to skała bardzo odporna na wietrzenie.

    Szczątki dawnych trzonów pomnika wyeksponowano obok Wieży Grodzkiej, po południowej stronie Zamku Królewskiego.

    Złoto głupców

    Złoto głupców

    Poszukiwacze złota często mylili cenny kruszec z podobnym do niego minerałem –  pirytem, nazywanym potocznie „złotem głupców”. Piryt jest siarczkiem żelaza (FeS2) tworzącym najczęściej sześcienne, ośmiościenne lub dwunastościenne kryształy. Jest to jedna z cech, która pozwala odróżnić go od złota występującego zazwyczaj w postaci grudek, brył (tzw. samorodków), blaszek, skupień dendrytowych oraz wrostków.  Jednak podstawową cechą pozwalającą je odróżnić od siebie jest rysa, czyli barwa sproszkowanego minerału. Wystarczy potrzeć badany okaz o kawałek porcelany i zobaczyć jaki ślad zostawi. Piryt ma rysę czarną, więc na porcelanie pozostanie czarny proszek, natomiast po zarysowaniu złota – żółty.

    Piryt występuje we wszystkich typach skał. Należy do minerałów pospolitych i wyjątkowo rozpowszechnionych. Najpiękniejsze okazy pochodzą z Dalniegorska (Rosja), Elby (Włochy), Grecji, Utah w USA, Ugandy, Meksyku, Hiszpanii i Peru. W Polsce występuje przede wszystkim na Dolnym Śląsku, monoklinie przedsudeckiej (Lubin, Polkowice), Górach Świętokrzyskich oraz Tatrach (m.in. na Ornaku). Złoto jest o wiele rzadsze, średnia jego zawartość w skorupie ziemskiej wynosi zaledwie 0,005 g/t, wykazuje jednak wyjątkową zdolność do tworzenia koncentracji o znaczeniu złożowym. Największe złoża złota znajdują się w RPA (Witwatersrand), Rosji, Australii, Chinach, USA, Kanadzie oraz Rumunii. Największy samorodek ważący 153 kg znaleziono w Chile. W Polsce złoto rodzime występuje głównie w osadach rzecznych Dolnego Śląska (dorzecze Izery, Kwisy, Bobru i Białej Głuchołaskiej). Tworzy niewielkie (do 1 mm) ziarna i blaszki.

    Palmy w Polsce

    Palmy w Polsce

    Przed zlodowaceniami, jeszcze kilkanaście – kilkadziesiąt milionów lat temu, palmy stanowiły naturalny składnik roślinności Polski. Dla wielu stwierdzenie to będzie zapewne zaskakujące, gdyż obecnie w naszym kraju palmy możemy spotkać jedynie w szklarniach lub mieszkaniach. O obecności palm dziko rosnących na naszych ziemiach bezsprzecznie świadczą liczne skamieniałości – odciski liści, owoce, czy fragmenty pni i ciernie. Szczątki palm zostały znalezione w kilku stanowiskach, m.in. w Hrubym Reglu w Tatrach (eocen, ok. 40 mln lat temu), w Osieczowie n. Kwisą (wczesny miocen, ok. 20 mln lat temu), w kopalni węgla brunatnego „Turów” (wczesny miocen, ok. 18 mln lat temu), w Starych Gliwicach na Górnym Śląsku (środkowy miocen, ok. 15 mln lat temu). Skamieniałości palm znane są również z bursztynu bałtyckiego – w postaci inkluzji zachowały się fragmenty kwiatów oraz liści. Na podstawie kopalnych szczątków można wnioskować, że w Polsce rosły palmy z co najmniej czterech rodzajów, m.in. Nypa, Calamus, Sabal, a w całej Europie z ponad 10 (m.in. Chamaerops, Copernicia, Corypha, Hyphaene, Livistona, Phoenix, Serenoa, wymarły rodzaj Tuzsonia). Palmom towarzyszyły liczne ciepłolubne drzewa i krzewy, których ojczyzną są dziś kraje znajdujące się w strefie klimatu subtropikalnego, a nawet tropikalnego.

    Występowanie tych egzotycznych roślin było możliwe dzięki sprzyjającym warunkom klimatycznym, jakie panowały w Europie w paleogenie i neogenie (czyli dawnym trzeciorzędzie). Około 50 mln lat temu, w eocenie, średnia roczna temperatura w środkowej Europie wynosiła ok. 20°C, a ok. 17-15 mln lat temu, w środkowym miocenie – od 16 do 18°C (dziś średnia ta dla Polski wynosi zaledwie 7 – 9°C).

    Palmy w Europie są obecnie reprezentowane bardzo skromnie – zaledwie przez 1 gatunek – karłatkę niską (Chamaerops humilis L.). Jej zasięg ogranicza się do obszaru zachodniej części wybrzeża Morza Śródziemnego i obejmuje tereny rozciągające się od południowych Włoch po południową Hiszpanię. Historia rodziny palm stanowi jeden z wielu przykładów stopniowego ubożenia bogatej „trzeciorzędowej” flory Europy w czasie kolejnych ochłodzeń klimatu, jakie nastąpiły z końcem neogenu. Dalsze spustoszenie w świecie roślin spowodowały zlodowacenia epoki plejstoceńskiej.

    Nosorożec leśny

    Nosorożec leśny

    Czaszka nosorożca leśnego Dicerorhinus kirchbergensis, wydobyta z koryta Wisły w Warszawie w roku 1970, jest najlepiej zachowana z czterech opisanych dotychczas na świecie. Na szczątki natrafiła pogłębiarka „Afrodyta” podczas prac na odcinku pomiędzy dzisiejszym Mostem Siekierkowskim a „Grubą Kaśką”. Okaz jest obecnie jednym z najcenniejszych eksponatów naszego muzeum.

    Szczątki nosorożców leśnych spotykane są wyjątkowo rzadko. W Polsce znane tylko z ośmiu stanowisk, związanych z osadami interglacjału eemskiego (130–115 tys. lat temu). Ten okres międzylodowcowy trwał około 15 tys. lat i bezpośrednio poprzedzał ostatnią epokę lodową, czyli zlodowacenie Wisły. Panował wówczas ciepły wilgotny klimat ze średnią roczną temperaturą około 10°C (obecnie 7–8°C), a tereny Polski porastały gęste lasy liściaste z dużym udziałem gatunków ciepłolubnych. Zamieszkiwały je zwierzęta o wysokich wymaganiach termicznych, między innymi nosorożce i słonie leśne.

    Nosorożce leśne osiągały rozmiary zbliżone do współcześnie żyjącego nosorożca białego. Długość ciała wahała się w granicach: 3,3 –4,2 m; wysokość w kłębie: 1,5 –1,9 m; masa: 1,5 –2,5 t.

    C. Krawczyński

    Historia znalezienia warszawskiego słonia leśnego we wspomnieniach dr. Gwidona Jakubowskiego

    Historia znalezienia warszawskiego słonia leśnego we wspomnieniach dr. Gwidona Jakubowskiego

    Wiosną 1962 roku stolicę obiegła sensacyjna wiadomość, lansowana przez popularną wówczas gazetę „Ekspres Wieczorny”, że na ulicy Leszno znaleziono kości jakiegoś wielkiego zwierzęcia. Historia znaleziska była jak najbardziej typowa dla tego rodzaju odkryć dokonywanych przez przypadkowe osoby. Mianowicie: …wzdłuż ulicy Leszno wykonywano prawie 5-metrowej głębokości wykop, aby włożyć weń rurę o dużej średnicy, mającą służyć do transportu ciepłej wody z elektrociepłowni. Robotnicy, a właściwie chłopo-robotnicy, wykonujący tę odpowiedzialną pracę, po dokopaniu się do warstwy piasków plejstoceńskich z zawartymi w niej kośćmi, z właściwą sobie niefrasobliwością, rozbijali część ponad metrowej długości kości, które wraz z otaczającym je osadem zostały wywiezione na zwałkę w niewiadome miejsce. Na szczęście, niedaleko od wykopu mieścił się wtedy Dworzec PKS przy ulicy Żytniej. Na dworzec ów przybył nauczyciel z prowincji, który podczas wędrówki swej w kierunku Trasy W-Z stwierdził, że pod stopy jego wypadł z wykopu dolny  ząb trzonowy mamuta, jak to określił. Ząb mierzył 420 mm długości i, jak się potem okazało, jest jednym z największych zębów trzonowych słoniowatych, znalezionych na świecie i opisanych w literaturze. Nauczyciel zaniósł ząb do redakcji „Ekspresu Wieczornego”, którego redaktorzy, z sobie tylko znanych powodów, zawiadomili o znalezisku Wydział Anatomii Zwierząt SGGW. Na szczęście pracownicy wydziału, pod kierunkiem dr. Tadeusza Roskosza, następnego ranka udali się na miejsce znaleziska, gdzie zabezpieczyli: fragment prawego dolnego zęba trzonowego, kilka fragmentów kości czaszki, trzon prawej łopatki, trzon prawej kości ramiennej oraz lewą panewkę miedniczną. Bezpowrotnemu zniszczeniu uległy: część twarzowa i mózgowa czaszki, żuchwa, dystalna część prawego dolnego zęba trzonowego, lewe skrzydło miednicy, część prawej łopatki oraz kilka kręgów i wiele żeber. Po sensacyjnym artykule w „Ekspresie”, zostałem wydelegowany przez doc. Juliana Kulczyckiego do zbadania sytuacji na ulicy Leszno. Okazało się, że na interesującym nas odcinku ulicy prace ziemne są już zakończone i robotnicy kończą zasypywanie wykopu. Na moje pytanie, dlaczego rozbijali tak wielkie kości i nikogo nie zawiadomili, otrzymałem krótką i prostą odpowiedź – „Panie, bo myśmy myśleli, że to kuń”. „Kuń” okazał się, po wstępnym zbadaniu zabezpieczonych przez weterynarzy kości – fragmentem szkieletu słonia leśnego Palaeoloxodon antiquus (FALCONER et CAUTLEY, 1847).

                Teraz do akcji, mającej na celu rozstrzygnięcie dalszych losów znaleziska z ulicy Leszno, wkroczyli urzędnicy. Na niekończących się zebraniach w Biurze Naczelnego Konserwatora Zabytków Miasta Stołecznego Warszawy, pod kierunkiem ówczesnego konserwatora, archeologa mgr. K. Gerlacha, rozpatrywano co począć ze znaleziskiem. Oczywiście, z powodu posiadania części już wydobytych kości, chcieli przechwycić je weterynarze. Również z powodu, że konserwatorem naczelnym był archeolog, pretensje do posiadania zabytku zgłosiło także Muzeum Archeologiczne. W końcu udało mi się przekonać szacowne gremium, że jest to wykopalisko czysto paleontologiczne, a właśnie Muzeum Ziemi PAN w statucie swym ma m.in. zabezpieczanie tego typu znalezisk. W wyniku tych targów postanowiono, że kości słonia leśnego staną się własnością Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, opracowaniem naukowym zajmą się pracownicy Działu Paleozoologii muzeum oraz pracownicy Wydziału Anatomii Zwierząt SGGW, a prace wykopaliskowe przeprowadzą archeolodzy pod kierunkiem K. Gerlacha. W czerwcu roku 1962 archeolodzy przystąpili do pracy, kopiąc zgodnie z zasadami stosowanymi podczas prac archeologicznych, tzn. zdejmując warstwy ziemi o miąższości 10 cm. W ten sposób doszli w połowie sierpnia do głębokości 4 metrów i zaprzestali dalszych prac, z powodu wyczerpania się funduszy. Efektem ich pracy było znalezienie w północno-wschodniej części wykopu, na głębokości 3,45 – 3,80 m, trzech kości śródręcza słonia leśnego oraz kilku kości długich jelenia.

                Z początkiem września do akcji wykopaliskowej, z pomocą wynajętych robotników,  wkroczyła ekipa Działu Paleozoologii Muzeum Ziemi PAN w składzie: dr Julian Kulczycki, Ewa Barczyk, Stefania Mączyńska, Teresa Maryańska i Gwidon Jakubowski. Przy pomocy najprostszej metody, czyli kopania w głąb, bez bawienia się w warstwy kulturowe, w ciągu kilku dni dokopaliśmy się do warstwy kościonośnej, zalegającej na głębokości od 4,15 m w południowo-zachodniej części wykopu, do 4,80 m w północnej części. Ocalałe fragmenty czaszki znajdowały się we wschodniej części wykopu, na głębokości 4,45 – 5,10 m. W trakcie prac wydobyto górne trzonowce wraz z podniebieniem twardym i częścią alveoli ciosu oraz cios długości około 2,5 m. Ponadto wydobyto 26 kręgów (na 34 możliwe) nie wliczając w to kręgów ogonowych, których znaleziono 7, lewą łopatkę, pozostałe fragmenty kości ramiennej, liczne żebra oraz kilka kości z odcinków autopodialnych. Znalezione kości zostały zakonserwowane, opracowane naukowo i opublikowane w pracy „The Forest Elephant – Palaeoloxodon antiquus (Falc. et Caut., 1847) from Warsaw” autorstwa Gwidona Jakubowskiego, Kazimierza Krysiaka oraz Tadeusza Roskosza (Prace Muzeum Ziemi 12, Warszawa 1968).

                Obecnie znalezisko kości słonia leśnego z Warszawy eksponowane jest na wystawie Wielkie ssaki epoki lodowcowej.

    Bursztyn w archeologii

    Bursztyn w archeologii

    Bursztyn bałtycki (=sukcynit) jest wykorzystywany przez człowieka już od bardzo długiego czasu. Podstawowe wiadomości o bursztynie pokazują czym zachwycił on naszych przodków, tak że zaczeli go zbierać i wykorzystywać do robienia amuletów, ozdób oraz w lecznictwie. Krótki przegląd wybranych artefaktów bursztynowych od schyłkowego paleolitu do średniowiecza pokazuje bursztynowe przedmioty charakterystyczne dla poszczególnych okresów nie tylko z terenu Polski. Po pokazie zwiedzanie wystawy Bursztyn Polska i Świat.

    K. Kwiatkowska

    Następna strona »