Najnowsze komentarze

    Rok 1900. Europa w fotografii Henryka Czeczotta

    Rok 1900. Europa w fotografii Henryka Czeczotta

    Rok 1900. Europa w fotografii Henryka Czeczotta

    Wirtualna wystawa fotografii:

    Henryk Czeczott (1875–1928)

    Utalentowany wszechstronnie człowiek, inżynier górniczy, doktor nauk technicznych, profesor. Henryk Czeczott urodził się w Petersburgu 18 czerwca 1875 roku w szlacheckiej rodzinie pochodzącej z Litwy. Jego rodzicami byli Otton (1842–1924), wybitny lekarz psychiatra i Leontyna (1849–1920) z Kukielów.

    Jedną z pasji, którą ojciec zaszczepił Henrykowi była turystyka i alpinizm. W Kraju Stawropolskim na Kaukazie, jako lekarz uzdrowiskowy w Piatigorsku, organizował razem z rodziną wyprawy w góry Kaukazu, m.in. na lodowce Dewdorak i Cej.

    Być może ze względu na zamiłowania geograficzne, Henryk Czeczott wstąpił do Instytutu Górniczego w Petersburgu, który ukończył w roku 1900, zdobywając stopień inżyniera górniczego. Tuż po studiach, w 1900 roku wybrał się w podróż dookoła Europy.

    W 1910 roku Henryk Czeczott poślubił Hannę Peretiatkowicz (1888–1982), która w 1922 roku ukończyła Wydział Biogeograficzny Instytutu Geograficznego w Petersburgu. Oboje brali udział w licznych ekspedycjach w głąb Azji oraz do Ameryki Północnej. W roku 1948 Hanna Czeczott założyła Pracownię Paleobotaniczną w Muzeum Ziemi w Warszawie, którą kierowała do roku 1960. W 1955 roku uzyskała tytuł profesora. Przez lata kierowała pracami nad florą trzeciorzędową, a pozyskane przez nią zbiory należą do największych kolekcji na świecie.

    Po zakończeniu nauki w Instytucie Górniczym, Henryk Czeczott postanowił zwiedzić Europę. Wyruszył z rodzinnego Petersburga, płynąc statkiem do Rygi. Na trasie jego podróży znalazły się m.in.: Piatigorsk, Odessa, Warszawa, Wiedeń, Salzburg, Monachium, Paryż, Kolonia, Berlin.

    Henryk Czeczott wykonał w czasie podróży około 200 zdjęć. Negatywy na podłożu celuloidowym w formacie 9×13 cm były przechowywane w specjalnie do tego celu przygotowanym albumie. Być może był to jeden z kilku albumów, a podróż nie kończyła się w Berlinie. Pozostanie to tajemnicą. Do naszych czasów niestety nie wszystkie negatywy się zachowały. Obecnie przechowywane są one w PAN Muzeum Ziemi w Warszawie.

                                                                                                           Marek Wierzbicki

    « 1 z 2 »

    Nie tylko geologia…(część 6)

    Nie tylko geologia…(część 6)

    Wirtualna wystawa fotografii: Nie tylko amonity

    Wyżyna Krakowsko-Częstochowska to ważny punkt na mapie poszukiwaczy jurajskich i kredowych skamieniałości. Wybierając się w podróż do małopolskich odsłonięć mamy pewność, że uda nam się przywieźć ze sobą liczne okazy amonitów. Okolice Krakowa obfitują także w unikatowe skarby przyrody ożywionej występujące w tamtejszych rezerwatach, a czasem nawet w miejskich parkach. Do najbardziej cennych zaliczyć należy obuwika pospolitego – największego polskiego storczyka wyjątkowej urody, a także niezwykle rzadkiego modraszka wikrama, którego spotkać można w samym Krakowie.

     

     

    Ponad Ziemią. Przegląd chmur

    Ponad Ziemią. Przegląd chmur

    Jak powstają chmury?

    Chmury są dostrzegalnym wzrokowo zgrupowaniem mikroskopijnych kropelek wody lub kryształków lodu wytworzonym w powietrzu wskutek kondensacji lub resublimacji pary wodnej. Chmury stanowią bardzo ważny element obiegu wody w przyrodzie.

    Klasyfikację chmur po raz pierwszy opracował w 1802 roku Luke Howard, brytyjski meteorolog, farmaceuta i chemik. System Howarda, w którym stosuje się nazwy łacińskie, przetrwał do dziś, choć w znacznie zmodyfikowanej postaci. Światowa Organizacja Meteorologiczna wyróżnia dziesięć głównych rodzajów chmur.

    ⬅️ Plansza: Źródło: https://weatheregg.com/different-types-of-clouds-and-what-they-do/

    Chmury piętra wysokiego

    Cirrus (Ci) – chmury pierzaste

    Jak wygląda i co zwiastuje Cirrus?

    Chmury pierzaste Cirrus występują na wysokości od 7 do 10 km ponad Ziemią czyli w piętrze wysokim. Zbudowane są z kryształków lodu i nie powodują opadów. Przybierają postać delikatnych, białych smug lub cienkich włókien o jedwabistym połysku. Kształtem przypominają piórka, kłaczki, nitki, włókna lub przecinki o haczykowatym zakończeniu.

    Pojawienie się na bezchmurnym niebie chmur Cirrus jest pierwszą oznaką zbliżania się frontu ciepłego, a zatem pogorszenia pogody w ciągu najbliższych 48-72 godzin. Chmury tego typu mogą występować również przy froncie chłodnym i zwiastują zmianę pogody w ciągu 24 godzin.

    Cirrocumulus (Cc) – chmury pierzasto-kłębiaste

    Cirrocumulus występuje na wysokości od 6 do 8 km ponad Ziemią. Na niebie widoczna jest wówczas delikatna, cienka warstwa lub ławica chmur barwy białej. Złożona jest ona zazwyczaj z elementów w kształcie płatków, kulek ułożonych w grupy lub szeregi przypominające drobne fale. Chmury te są tak cienkie i przezroczyste, że nigdy nie zasłaniają Słońca ani Księżyca.

    Cirrocumulus powstaje w wyniku przekształcenia się innych gatunków, takich jak Cirrus i Cirrostratus lub Altocumulus. Podobnie jak pozostałe chmury piętra wysokiego zbudowany jest z kryształków lodu i nie powoduje opadów.

    Cirrostratus (Cs) – chmury pierzasto-warstwowe

    Jak rozpoznać chmurę Cirrostratus?

    Cirrostratus jest chmurą pierzasto-warstwową, która występuje na znacznej wysokości, aż 8-10 km nad powierzchnią Ziemi. Na błękitnym niebie możemy zaobserwować cienką i delikatną warstwę w postaci mlecznobiałej zasłony o znacznej rozciągłości poziomej. Ma ona strukturę gładką lub włóknistą i może zasłaniać niebo częściowo lub całkowicie, przy czym widoczne są zarysy Słońca bądź Księżyca.

    Chmura ta powstaje w wyniku powolnego wznoszenia się rozległych warstw ciepłego powietrza lub jest efektem przekształcania się chmur z rodzaju Altostratus, Cirrus lub Cirrocumulus.  Podobnie jak inne chmury piętra wysokiego nie powoduje opadów.

    Z czego zbudowany jest Cirrostratus i jakie zjawisko optyczne jest z nim związane?

    Bardzo ciekawą cechą chmury Cirrostratus jest zdolność tworzenia zjawiska optycznego „halo”. Kryształki lodu z których zbudowane są chmury pierzasto-warstwowe powodują załamanie i odbicie promieni świetlnych, tworząc wokół tarczy Słońca lub Księżyca pierścienie. Zjawisko to jest powszechne i bardzo dobrze widoczne w momencie, gdy warstwa chmury jest cienka.

    Cirrostratus jest wczesną oznaką możliwego pogorszenia się pogody. Występuje przed zbliżającym się frontem ciepłym.

    Chmury piętra średniego

    Altocumulus (Ac) – chmury średnie-kłębiaste

    Altocumulus jest chmurą piętra średniego występującą na wysokości od 2 do 6 km nad powierzchnią Ziemi. Tworzy na niebie niezwykle urozmaicone, rozległe warstwy złożone z mniejszych elementów o barwie białej lub jasnoszarej. Altocumulus może przybierać formę wyraźnych zaokrąglonych kłębów, brył, walców lub soczewek. Są one lekko przyciemnione, a między nimi prześwituje błękitne niebo. Przy zachodzącym Słońcu, chmury uzyskują różnorodne odcienie, występują w nich fragmenty mocniej lub słabiej oświetlone.

    Jak powstają i z czego składają się chmury średnie-kłębiaste?

    Altocumulusy powstają wskutek wznoszenia się warstwy wilgotnego powietrza lub transformacji innych rodzajów chmur. Najczęściej zbudowane są z drobnych kropelek wody, a kryształki lodu pojawiają się w nich tylko w bardzo niskich temperaturach.

    Altostratus (As) – chmury średnie-warstwowe

    Jak rozpoznać chmury Altostratus?

    Altostratus to chmury warstwowe piętra średniego, które występują na wysokości od 2 do 7 km nad powierzchnią Ziemi. Tworzą one jednolite, włókniste warstwy o znacznej miąższości (do kilku kilometrów) oraz olbrzymiej rozciągłości poziomej, dochodzącej do kilkuset kilometrów! Chmury tego rodzaju mogą składać się z wielu warstw ułożonych jedna nad drugą, pokrywając niebo całkowicie lub częściowo.

    Podobnie jak inne chmury warstwowe, Altostratus powstaje najczęściej wskutek powolnego wznoszenia się wilgotnego powietrza, przeważnie przed zbliżającym się frontem ciepłym. Może tworzyć się z powiększającej się warstwy chmur Cirrostratus lub zmniejszania się gęstości chmur Nimbostratus.

    Zbudowany jest zarówno z kropelek wody, jak i kryształków lodu. Przeważnie powoduje znaczne opady deszczu lub śniegu. Opad często występuje w postaci smug poniżej podstawy chmur. Latem zdarza się, że wyparowuje zanim dotrze do powierzchni Ziemi. Zjawisko to określane jest w meteorologii jako virga.

    Nimbostratus (Ns) – chmury warstwowo-deszczowe

    O każdej porze roku zdarzają się pochmurne i deszczowe dni. Na niebie widoczna jest wówczas mało atrakcyjna, szara, rozmyta warstwa chmur. Jest to Nimbostratus, chmura warstwowo-deszczowa, będąca źródłem obfitych, długotrwałych, nawet kilkudniowych opadów deszczu lub śniegu z krótkimi przerwami.

    Powstawaniu tego typu chmur sprzyja powolne wznoszenie się rozległych warstw wilgotnego powietrza w niżu przed frontem ciepłym lub też zagęszczanie się chmur z rodzaju Altostratus, Altocumulus lub Stratocumulus.

    Pomimo, że Nimbostratus jest chmurą zaliczaną do piętra średniego i występuje na wysokości do 7 km, to jej podstawa zwykle znajduje się w piętrze niskim od 1 do 2 km ponad Ziemią. W zależności od pory roku i panującej temperatury, chmury warstwowo-deszczowe zbudowane są z kropelek wody lub kryształków lodu i płatków śniegu. Ze względu na dużą gęstość Nimbostratus całkowicie zasłania Słońce lub Księżyc.

    Chmury piętra niskiego

    Cumulus (Cu) – chmury kłębiaste

    Chmura kłębiasta piętra niskiego, którą wszyscy doskonale znamy. Są to białe kłęby chmur, zwykle o wyraźnych, gładkich zarysach i płaskiej, ciemniejszej podstawie. Bardzo często nazywa się je „chmurami ładnej pogody”, gdyż płyną po błękitnym niebie. Poszczególne chmury typu cumulus utrzymują się na niebie nie dłużej niż 15 minut. Cumulus radiatus to odmiana chmury cumulus, w której pojedyncze chmury układają się w wyraźne szeregi nazywane „ulicami chmur”.

    Stratus (St) – chmury warstwowe

    Jeśli na niebie widzimy mglistą, szarą i jednolitą warstwę chmur przemieszczającą się blisko powierzchni Ziemi możemy być pewni, że to Stratus. Jest to najniższa ze wszystkich chmur. Jej podstawa występuje już na wysokości około 100 m i zasłania zwykle wierzchołki wzniesień terenowych lub wysokich budynków.

    Powstawaniu chmur Stratus sprzyja ochłodzenie najniższych warstw atmosfery. Tworzą się najczęściej, gdy stosunkowo ciepłe i wilgotne powietrze nasuwa się nad chłodną powierzchnię. Mgliste, bezpostaciowe chmury Stratus nebulosus (St neb) zbudowane są z drobnych kropelek wody o średnicy mniejszej niż 0,5 mm, które docierają do powierzchni Ziemi w postaci mżawki. W odróżnieniu od mgły, Stratus nie dochodzi do poziomu gruntu. Drugi gatunek tej samej chmury o nazwie Stratus fractus (St fra) przybiera formę rozbitą lub postrzępioną, co oznacza, że chmura jest w stadium powstawania lub zanikania.

    Stratocumulus (Sc) – chmury kłębiasto-warstwowe

    Stratocumulus jest chmurą kłębiasto-warstwową piętra niskiego, zbudowaną z kropelek wody. Chmury tego rodzaju powodują sporadyczne, słabe opady deszczu lub śniegu. Ich zabarwienie jest bardzo zróżnicowane – od białego po szary lub też ciemnoniebiesko-szary. Stratocumulus tworzy warstwy, ławice lub płaty chmur składające się z zaokrąglonych brył ułożonych dość regularnie, szeregami, przeważnie tak ciasno, że niebo wygląda jak pofalowane.

    Przenikanie światła przez Stratocumulusy uwarunkowane jest miąższością chmury. Zdarzają się fragmenty względnie cienkie, przez które można określić położenie Słońca.

    Chmury o rozwoju pionowym

    Cumulonimbus (Cb) – chmury kłębiasto-deszczowe

    Cumulonimbus jest prawdziwym gigantem wśród chmur. Duży zasięg pionowy, groźny wygląd i spektakularne zjawiska burzowe to jego cechy wyróżniające. Chmura tego typu bardzo często rozrasta się w górę poprzez trzy piętra – niskie, średnie oraz wysokie. Jej wierzchołek może wznosić się na wysokość do około 13 km, często przekraczając granicę troposfery, a podstawa niemalże sięga Ziemi. Wysoko wypiętrzone chmury są dobrze widoczne z bardzo daleka, na terenach nizinnych nawet z odległości 250 km.

    Jak rozpoznać chmurę typu Cumulonimbus?

    Jest to wysoka kłębiasto – deszczowa, masywna chmura, często charakteryzująca się ciemną podstawą i białym wierzchołkiem. Górna część chmury może być zaokrąglona, ale traci wyraźny zarys lub staje się postrzępiona. Cumulonimbusy stanowią ostrzeżenie przed możliwym pogorszeniem się pogody. Są źródłem obfitych lecz przelotnych opadów, w tym również gradu. Powodują także silny wiatr i zmiany jego kierunku oraz wyładowania atmosferyczne. Przeciętna chmura Cumulonimbus może zawierać prawie 400 tys. ton wody! W prognozach meteorologicznych chmury te określane są jako burzowe.

    Jak powstaje Cumulonimbus?

    Olbrzymi Cumulonimbus powstaje w wyniku przekształcenia się chmur z rodzaju Cumulus. Siłą napędową do ich rozbudowywania się wzwyż są silne ruchy wznoszące powietrza od powierzchni Ziemi, które dostarczają duże ilości pary wodnej. Ciepło wydzielone w czasie procesu kondensacji pary wodnej sprzyja dalszym ruchom wznoszącym i chmury mogą rozbudowywać się bardzo wysoko. Takie warunki występują najczęściej w letnie, ciepłe i słoneczne popołudnia.

    Marek Wierzbicki

    Karolina Jackowiak-Konopska

    Opracowanie na podstawie:

    Piotrowski P., 2017, Atlas chmur i pogody. Kompendium wiedzy o zjawiskach atmosferycznych, Wydawnictwo SMB, Warszawa

    Dunlop S., 2003, Pogoda. Przewodnik ilustrowany, Świat Książki, Warszawa

    Woś A., 2002, Meteorologia dla geografów, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa

    Międzynarodowy Atlas Chmur: https://cloudatlas.wmo.int

     

    Fotografie chmur: Marek Wierzbicki, Karolina Jackowiak-Konopska, Polska Akademia Nauk Muzeum Ziemi w Warszawie, Dział Popularyzacji

    Cumulonimbus calvus oraz Cumulonimbus z wyładowaniami: Fot. Kamil Leziak, Uniwersytet Warszawski, Wydział Geografii i Studiów Regionalnych, Katedra Geografii Fizycznej, Zakład Klimatologii.

    Metasekwoja

    Metasekwoja

    Metasekwoja to interesujący przykład rośliny pierwotnie opisywanej wyłącznie na podstawie skamieniałości. Odkrycie, w latach czterdziestych XX wieku, w lasach Chin żywych drzew metasekwoi, należy do największych odkryć botanicznych minionego stulecia.

    Metasekwoja chińska (Metasequoia glyptostroboides Hu et Cheng) jest jedynym żyjącym dziś przedstawicielem rodzaju metasekwoja. Należy do rodziny cyprysowatych (Cupressaceae) reprezentowanej współcześnie przez 30 rodzajów, z których tylko trzy – jałowiec (Juniperus), cyprys (Cupressus) i cyprzyk (Tetraclinis) – występują dziś w Europie. W stanie naturalnym metasekwoja chińska rośnie tylko na obszarze środkowych Chin, w prowincjach Hubei, Hunan i Syczuan. Preferuje gleby o dużej wilgotności często w dolinach rzek, nad brzegami pól ryżowych, na terenach podmokłych. Przez Chińczyków bywa nazywana wodną jodłą lub chińską sekwoją.

    Jest to drzewo dochodzące do 40 m wysokości, którego cechą charakterystyczną są opadające na zimę krótkopędy liściowe. Igły są miękkie o długości do 1,5 cm, jasnozielone. Kwiaty męskie i żeńskie występują osobno ale na jednym osobniku i są wiatropylne. Szyszki o kształcie jajowatym, długości około 2,5 cm osadzone są na długich ogonkach.

    Na podstawie występowania kopalnych szczątków przypuszcza się, że rodzaj metasekwoja powstał na obszarze północno-zachodniej części Ameryki Północnej. W późnej kredzie (100,5-66 mln lat temu) i paleocenie (66-56 mln lat temu) metasekwoja „przewędrowała” z Ameryki Północnej poprzez obszary dzisiejszej Cieśniny Beringa do wschodniej Azji, gdzie ustanowiła drugi obszar występowania.

    W późnej kredzie i paleogenie (80 – 23 mln lat temu), klimat na Ziemi był znacznie cieplejszy niż obecnie, na wolnych jeszcze od lodu obszarach okołobiegunowych Ameryki Północnej, Azji i Europy, rosły nieznane dziś, tak zwane polarne, zrzucające liście lasy szerokolistne, w których, obok metasekwoi, rosły sekwoje, cypryśniki, miłorzęby, oraz wytwarzające bardzo szerokie liście drzewa okrytonasienne należące w większości do wymarłych dziś rodzajów, spokrewnionych z dzisiejszymi dębami, platanami, ambrowcami, grujecznikami.

     

    Palmy w Polsce

    Palmy w Polsce

    Przed zlodowaceniami, jeszcze kilkanaście – kilkadziesiąt milionów lat temu, palmy stanowiły naturalny składnik roślinności Polski. Dla wielu stwierdzenie to będzie zapewne zaskakujące, gdyż obecnie w naszym kraju palmy możemy spotkać jedynie w szklarniach lub mieszkaniach. O obecności palm dziko rosnących na naszych ziemiach bezsprzecznie świadczą liczne skamieniałości – odciski liści, owoce, czy fragmenty pni i ciernie. Szczątki palm zostały znalezione w kilku stanowiskach, m.in. w Hrubym Reglu w Tatrach (eocen, ok. 40 mln lat temu), w Osieczowie n. Kwisą (wczesny miocen, ok. 20 mln lat temu), w kopalni węgla brunatnego „Turów” (wczesny miocen, ok. 18 mln lat temu), w Starych Gliwicach na Górnym Śląsku (środkowy miocen, ok. 15 mln lat temu). Skamieniałości palm znane są również z bursztynu bałtyckiego – w postaci inkluzji zachowały się fragmenty kwiatów oraz liści. Na podstawie kopalnych szczątków można wnioskować, że w Polsce rosły palmy z co najmniej czterech rodzajów, m.in. Nypa, Calamus, Sabal, a w całej Europie z ponad 10 (m.in. Chamaerops, Copernicia, Corypha, Hyphaene, Livistona, Phoenix, Serenoa, wymarły rodzaj Tuzsonia). Palmom towarzyszyły liczne ciepłolubne drzewa i krzewy, których ojczyzną są dziś kraje znajdujące się w strefie klimatu subtropikalnego, a nawet tropikalnego.

    Występowanie tych egzotycznych roślin było możliwe dzięki sprzyjającym warunkom klimatycznym, jakie panowały w Europie w paleogenie i neogenie (czyli dawnym trzeciorzędzie). Około 50 mln lat temu, w eocenie, średnia roczna temperatura w środkowej Europie wynosiła ok. 20°C, a ok. 17-15 mln lat temu, w środkowym miocenie – od 16 do 18°C (dziś średnia ta dla Polski wynosi zaledwie 7 – 9°C).

    Palmy w Europie są obecnie reprezentowane bardzo skromnie – zaledwie przez 1 gatunek – karłatkę niską (Chamaerops humilis L.). Jej zasięg ogranicza się do obszaru zachodniej części wybrzeża Morza Śródziemnego i obejmuje tereny rozciągające się od południowych Włoch po południową Hiszpanię. Historia rodziny palm stanowi jeden z wielu przykładów stopniowego ubożenia bogatej „trzeciorzędowej” flory Europy w czasie kolejnych ochłodzeń klimatu, jakie nastąpiły z końcem neogenu. Dalsze spustoszenie w świecie roślin spowodowały zlodowacenia epoki plejstoceńskiej.

    Wędrówka po karbońskim lesie

    Wędrówka po karbońskim lesie

    Roślinność sprzed 360-300 milionów lat

    Karbon, przedostatni okres ery paleozoicznej, którego początek ocenia się na około 360 mln lat temu, można uznać za jeden z przełomowych okresów w dziejach świata roślin. W karbonie, bowiem nastąpił niesłychanie bujny rozwój wielu grup roślin lądowych, tworzących pierwsze na Ziemi zbiorowiska leśne, rozpoczął się także podbój lądów przez pierwotne rośliny nasienne.

    We wczesnym karbonie roślinność wykazywała niewielkie zróżnicowanie geograficzne, była dość jednolita na całej kuli ziemskiej. W górnym karbonie nastąpiła zmiana jakościowa – obok roślin zarodnikowych dużąrolę zaczęły odgrywać silnie różnicujące się rośliny nasienne. Pojawiły się ponadto wyraźne różnice w składzie szaty roślinnej. Ukształtowały się odmienne w swoim charakterze prowincje roślinne. Proces wyodrębniania się prowincji związany był z pogłębianiem sięróżnic klimatycznych na kuli ziemskiej. Na półkuli północnej ukształtowały się: prowincja euroamerykańska, syberyjska i chińska, a na półkuli południowej gondwańska.

    Czytaj więcej… Zanim powstał węgiel kamienny [do pobrania]

    Nie tylko geologia…(część 5)

    Nie tylko geologia…(część 5)

    Wirtualna wystawa fotografii: Nie tylko gips

    Dolina Nidy kojarzy się większości z nas z gipsem używanym w budownictwie. Oczywiście nie bezpodstawnie, gdyż właśnie w tym regionie Polski wydobywa się i przetwarza gips – skałę osadową złożoną głównie z minerału o tej samej nazwie. Pokłady gipsu, podobnie jak soli np. w Wieliczce, powstały w wyniku parowania morza Paratetydy, którego wody przez miliony lat przykrywały część obszaru dzisiejszej Polski. Udając się na Ponidzie, szukamy zatem pozostałości mieszkańców dawnego morza (m.in. wielorybów, delfinów czy rekinów) i ciekawych form krystalicznych gipsu. Skały, które dla nas stanowią miejsce poszukiwań, są ostoją dla wielu rzadkich i ciekawych gatunków roślin i zwierząt (w przypadku modraszka gniadego, jedynym miejscem w Polsce, gdzie można go spotkać!). Aby je wszystkie zobaczyć, wystarczy przerwać pracę i przyjrzeć się w ciszy życiu łąki.

     

    Tropy neandertalczyków. Sensacyjne odkrycie, tylko co z tego?

    Tropy neandertalczyków. Sensacyjne odkrycie, tylko co z tego?

    Trop z Le Rozel. Fot Dominique Cliquet

    To z pewnością jest sensacyjne znalezisko: ze stanowiska Le Rozel w Normandii opisano ponad 250 zachowanych w skamieniałym mulistym piasku odcisków stóp ludzkich (a także, co może jeszcze ciekawsze, 8 odcisków rąk), które z dużym prawdopodobieństwem przypisano neandertalczykom. Ten zbiór zawiera 5 szlaków, w każdym 2 lub 3 odciski stóp, reszta to izolowane ślady. Na tym samym stanowisku znaleziono też 6 szlaków pozostawionych przez zwierzęta. Tym samym liczba znanych tropów neandertalskich wzrosła ponad 25-krotnie (!) – to nie tylko największy zbiór neandertalskich śladów pozostawionych przez idące osobniki (wcześniej opisano zaledwie dziewięć ich tropów i to z czterech różnych stanowisk), ale w ogóle wszystkich homininów, po których pozostały te tak rzadkie przejawy praludzkiej aktywności.

    Skąd wiadomo, że są to tropy neandertalskie? W Le Rozel nie znaleziono żadnych szczątków ludzkich (kości lub zębów), więc bezpośrednich dowodów brak. Są jednak pośrednie przesłanki i to niemało. Po pierwsze wiek znaleziska – ok. 80 tys. lat – wskazuje na czasy, kiedy Europę zamieszkiwał tylko jeden gatunek homininów – neandertalczycy właśnie (wymarli 41 tysięcy lat później, przed 39 tysiącami lat, a Homo sapiens przybył na nasz kontynent nie wcześniej niż 45 tysięcy lat temu). Po drugie – w Le Rozel znaleziono nie tylko odciski stóp, ale także liczne narzędzia kamienne kultury mustierskiej, a takie wykonywali tylko neandertalczycy. Po trzecie wreszcie najlepiej zachowane odciski pokazują stopy szersze i słabiej wysklepione niż u ludzi współczesnych, co zgadza się z sugerowaną przez znaleziska kostne anatomią stóp neandertalskich.

    Ludzkie tropy są rzadkie, dużo rzadsze niż inne szczątki kopalne (kości, zęby, narzędzia kamienne, nawet sztuka) stąd i waga tego znaleziska. Inaczej jest np. z dinozaurami – ich tropy znacznie przewyższają liczbę kości lub zębów. Najbardziej znane znaleziska praludzkich tropów pochodzą z Laetoli w Tanzanii (te są najstarsze, bo liczą sobie aż 3,7 mln. lat), z Ileret w Kenii (sprzed 1,5 mln lat, przypisywane Homo erectus) i odkryte niedawno przez polskich naukowców tropy z Trachilos na Krecie (jeszcze starsze, bo sprzed 5,7 mln. lat, choć ich homininowy status jest niepewny). Tak naprawdę ludzkie tropy stają się częste dopiero w czasach holoceńskich (ostatnie 11,5 tys. lat) i wszystkie, rzecz jasna, należą do naszego gatunku. Wiele z nich, co też nie dziwi, pozostawione zostały przez obute stopy. W sumie przedholoceńskich stanowisk z ludzkimi tropami jest ok. 40, w tym większość słabo zachowanych i z nielicznymi tropami.

    Stanowisko archeologiczne w Le Roizel znane jest od lat 60. ub. wieku, ale tropy ludzkie odkryto tam dopiero w 2012 roku. Odciski zachowały się w dobrym stanie, gdyż od razu po ich utworzeniu zostały przysypane osadami eolicznymi (naniesionymi przez wiatr) z obficie występujących na tym terenie wydm. Występują w pięciu odrębnych poziomach, z których każdy reprezentuje bardzo krótki odcinek czasowy; jeden z nich jest najbogatszy i zawiera ok. 80 procent wszystkich śladów. Ich rozmiary są bardzo różne i wahają się od 11,4 do 28,7 cm długości, co odpowiada wysokości osobników od 73,8 do 184,3 cm. Ogromna większość pozostawiona została przez osobniki młode – dzieci lub nastolatki (te stanowią ponad 90 procent śladów) i tylko kilka przez dorosłych. Najmniejsze z nich pozostawiło dwuletnie dziecko, które dopiero co nauczyło się chodzić. Wszystkie odciśnięte zostały przez bose stopy, co jest typowe dla neandertalskich śladów, nawet tych znalezionych w jaskiniach. Jest to o tyle zastanawiające, że neandertalczycy niemal na pewno okrywali się skórami, więc i z wytwarzaniem prymitywnego obuwia nie powinni mieć problemu. A zimy w epoce lodowcowej musiały być bardzo mroźne.

               Tropy z Le Rozel. Fot. Dominique Cliquet, z Anthropology.net

    Autorzy i komentatorzy znaleziska z Le Rozel zgodnie podkreślają, że najważniejszym wnioskiem, jaki wynika z analizy tych tropów jest możliwość określenia wielkości grup rodzinnych składających się na populacje neandertalskie. Licząc odciski pozostawione przez różnych osobników w tym samym czasie ustalono, że grupy te były niewielkie i składały się średnio z 10-13 osobników, w ogromnej większości młodocianych. Ponieważ dotąd prawie żadne ze stanowisk neandertalskich nie zawierało nagromadzeń kości tak wielu osobników więc można uznać, że to pierwszy przypadek, gdy taka analiza staje się możliwa. W tym kontekście warto jednak zwrócić uwagę na dwa stanowiska, oba z Hiszpanii, z wielką ilością kostnych szczątków: to jaskinie El Sidrón w Asturii i Sima de los Huesos w górach Atapuerca. W tej pierwszej znaleziono liczące sobie ok. 49 tys. lat szczątki co najmniej 13 osobników, w tym trzech dorosłych mężczyzn, trzech nastoletnich chłopców, czterech kobiet i trojga dzieci, w tej drugiej odkopano w głębokiej studni ponad 5500 praludzkich szczątków sprzed ponad 350 tys. lat należących do co najmniej 28 osobników, o niepewnej przynależności gatunkowej, choć z pewnością bliskich neandertalczykom. Nie ma jednak pewności czy oba te przypadki zarejestrowały synchroniczne wydarzenia, więc trudno z nich wnioskować o liczebności tamtejszych grup ludzkich. Znacznie ciekawsze są rezultaty badań paleogenetycznych tych szczątków – w obu przypadkach udało się bowiem wyekstrahować kopalne geny – ale to już zupełnie inna historia.

    Co więc wynika z odkrycia w Le Rozel? Jakie jest jego znaczenie dla nauki? Wbrew pozorom, niewielkie i nasza wiedza o biologii i życiu społecznym neandertalczyków pozostaje w zasadzie na tym samym poziomie, co dotychczas. Zacznijmy od anatomii. To, że neandertalskie stopy bardzo przypominały ludzkie, nie może być zaskoczeniem – wiedzieliśmy to na podstawie zachowanych ich kości, a także z faktu niezwykle bliskiego pokrewieństwa neandertalczyków i Homo sapiens (niektórzy łączą ich nawet w jeden wspólny gatunek). Ciekawsze, że chodzili boso, ale i to było wiadomo z analiz wcześniejszych neandertalskich tropów, w poza tym nie jest jasne, czy nie zależało to od pory roku – tropy z Le Rozel pozostawiono na nadmorskich piaskach, gdzie i dziś, na plażach, przeważają latem nieobute stopy. Pozostaje możliwość oszacowania wielkości grup neandertalskich, ale i tu wątpliwości przeważają nad pewnikami: fakt niezwykłej nadreprezentacji dzieci i młodzieży nie musi oznaczać wielkiej dzietności tamtejszej populacji, a jedynie fakt, że dorośli znajdowali się gdzie indziej i zajęci byli własnymi sprawami. W końcu liczne znaleziska w Le Rozel obrobionych kości zwierzęcych, narzędzi i ślady ognisk wskazują, że było to miejsce wytężonej pracy, na którą młodzież mogła nie mieć ochoty lub nie była do niej dopuszczana. Ciekawsze byłoby uznanie, że oto odkryliśmy coś na kształt neandertalskiego przedszkola, ale taki wniosek wymagałby ogromnej wyobraźni i przede wszystkim mocnych dowodów, a tych brak. Zwraca się też uwagę, że najdłuższy z zachowanych odcisków wskazuje na wysokość osobnika rzędu ponad 180 cm, co przeczyłoby powszechnemu przekonaniu, że neandertalczycy byli bardziej krępi i niżsi od ludzi współczesnych, ale przecież chodzi tu tylko o jednego osobnika, więc trudno o wnioski dotyczące całej populacji (wśród ludzi współczesnych też nie wszyscy są predestynowani do gry w koszykówkę). W sumie na razie mamy bardzo rzadkie i ciekawe stanowisko, z którego jednak jak na razie niewiele wynika.

    dr Marcin Ryszkiewicz