Najnowsze komentarze

    Gdzie był Eden?

    Gdzie był Eden?

    Artykuł popularnonaukowy dr. Marcina Ryszkiewicza

    Według Biblii człowiek narodził się w Edenie, czyli raju, który był różnie umiejscawiany, ale zwykle gdzieś na terenie Bliskiego Wschodu, gdyż z czterech rzek, które miały z niego wypływać, dwie identyfikowano jako Tygrys i Eufrat. Oczywiście biblijna wersja powstania człowieka nie jest od dawna uważana za wiarygodne źródło wiedzy, ale przez długi czas myśl, że człowiek powstał w jakimś szczególnym miejscu była popularna, zarówno w czasach przed i po darwinowskich. I, jak się niedawno okazało, bywa popularna i dziś. Choć dziś lokalizacja Edenu się zmieniła.

    Uczonym, który w przeddarwinowski czasach najbardziej przyczynił się do skodyfikowana całej ludzkości był niemiecki antropolog Johann Blumenbach (1752-1840), posiadacz największej kolekcji ludzkich czaszek ze wszystkich kontynentów i autor ich naukowej analizy i pomiarów (był ojcem kraniometrii). To między innymi na tej podstawie Blumenbach podzielił nasz gatunek na pięć głównych ras, z których każda zamieszkiwać miała odrębny ląd i każda charakteryzowała się własnym kolorem skóry. Stąd ich podwójna, geograficzno-kolorystyczna nomenklatura:

    1. Rasa kaukaska albo biała – Europa, Bliski Wschód i północna Afryka;
    2. Mongolska, albo żółta – wschodnia Azja;
    3. Etiopska, albo czarna – subsaharyjska Afryka;
    4. Malajska, albo brązowa – południowo-wschodnia Azja i wyspy Pacyfiku;
    5. Amerykańska, albo czerwona – autochtoniczni mieszkańcy obu Ameryk, czyli Indianie.

    Ten ustalony przez Blumenbacha podział, wciąż używany w języku potocznym (choć już nie w dyskursie naukowym, gdzie samo pojęcie ras ludzkich jest mocno kwestionowane) był później wielokrotnie dyskutowany i uściślany – szczególnie debatowano nad statusem rasy czerwonej, którą często łączono wspólnie z żółtą, zastanawiano się czy rasa brązowa zasługuje na odrębne wydzielenie i podnoszono brak w tym spisie tubylczych ludów Australii i Nowej Gwinei, którzy „kolorystycznie” niczym nie ustępują Afrykanom i w dodatku też mieli w posiadaniu cały odrębny kontynent.

    Tu jednak warto zwrócić uwagę na co innego, a mianowicie swoiste ewolucyjne podejście Blumenbacha, który jedną z ras uważał za pierwszą i oryginalną, a pozostałe za produkt modyfikacji pod wpływem lokalnych warunków, a więc adaptacji, co Blumenbach określił mianem degeneracji. Tą pierwszą i oryginalną rasą miała być rasa kaukaska, a jej dzisiejszymi przedstawicielami biali Europejczycy i ich potomkowie na wszystkich kontynentach.

    Dlaczego jednak Blumenbach zaliczył Europejczyków do rasy kaukaskiej (a nie europejskiej) skoro w czasach Blumenbacha Kaukazu w ogóle do Europy nie zaliczano, a i dziś tylko ich część formalnie do tego kontynentu należy? I tak wracamy do pojęcia centrum stworzenia, czyli miejsca gdzie dany gatunek się narodził. Blumenbach tak wyjaśnił motywy swej decyzji: „nazwę tej odmiany człowieka przyjąłem od gór Kaukazu, gdyż to tam, zwłaszcza na ich południowym stoku, żyje najpiękniejsza rasa człowieka, czyli Gruzini”. A pierwsi ludzie – w Edenie – musieli być najdoskonalsi.

    Dziś koncepcja Blumenbacha jest zupełnie zapomniana, choć sformułowanie „rasa kaukaska” przetrwało. Teoria ewolucji Darwina zakwestionowała samo pojęcie centrum stworzenia, gdyż gatunki miały powstawać drogą przekształcania się dużych populacji, a te zajmowały nieraz znaczne obszary, a nie punkty na mapie. A i obszar, gdzie narodziła się nasza linia rodowa (nie gatunek) lokalizowano już gdzie indziej. Sam Darwin, umiejscawiał go w Afryce, bo tu mieszkają nasi najbliżsi biologiczni kuzyni (szympans i goryl), inni optowali za Azją (gibony lub orangutany), niekiedy tylko w odniesieniu do rasy białej (to tak zwani poligeniści, którzy uważali, że różne rasy ludzkie mogą pochodzić od różnych przodków), wreszcie w bliższych nam czasach znów zwrócono się ku Afryce jako kolebce zarówno całej naszej linii rodowej (homininów), jak i samego naszego gatunku (Homo sapiens), który wedle dominującej do niedawna koncepcji miał narodzić się w Afryce wschodniej przed około 200 tys. lat i stąd około 50 tys. lat temu zacząć kolonizację całego świata.

    Badania genetyczne, zarówno genów współczesnych jak i „kopalnych”(pozyskiwanych ze skamieniałości) wiele zmieniły i uściśliły w tym względzie. Okazało się więc, po pierwsze, że wszyscy ludzie współcześni wywodzą się rzeczywiście z Afryki, bo tu zróżnicowanie genetyczne jest największe, a wszyscy nie-Afrykanie to genetycznie tylko niewielki fragment tej genetycznej różnorodności, którą w Afryce spotykamy. Po drugie badanie genów przekazywanych tylko przez kobiety (mitochondrialnych – mtDNA), lub tylko przez mężczyzn (chromosom Y) pokazały, że wszystkie linie żeńskie zbiegają się do Afryki, gdzie ok. 180 tys. lat temu, miała żyć pramatka wszystkich dzisiejszych ludzi („Ewa mitochondrialna”), a wszystkie linie męskie też wywodzą się z Afryki i prowadzą do „Adama chromosomu Y”, choć Adam żył później i pewnie na innym terenie niż Ewa. Po trzecie wreszcie okazało się, że genetycznie najprymitywniejszymi Afrykanami (czyli takimi, którzy mają najstarsze linie mtDNA i chromosomy Y) są żyjące na południu kontynentu plemiona Khoisan (dawniej Buszmeni i Hotentoci) oraz Pigmeje z dżungli tropikalnej w basenie rzeki Kongo. A w końcu, w artykule, który się niedawno ukazał (V. Hayes i in. „Human origins in a southern African palaeo-wetland and first migrations”, Nature, vol. 575, s. 185–189, 2019) wskazano konkretne miejsce, z którego nasz gatunek się wywodzi.

    Tym miejscem jest ogromna kotlina zwana Makgadikgadi Pans będąca dnem dawnego słonego jeziora, największego kiedyś śródlądowego zbiornika Afryki, rozciągająca się dziś na obszarze 15,5 tys km2. Na zdjęciach lotniczych widać ciągnące się kilometrami linie wielkich uskoków wskazujących na burzliwą przeszłość tego terenu, w wyniku której cały ten obszar został rozbity na mozaikę odrębnych rozlewisk otaczanych bujną roślinnością. Był to więc bogaty świat zamieszkały przez rzesze zwierząt, a wśród nich i przedstawicieli homininów. Według australijskiej genetyczki Vanessy Hayes to tu właśnie narodzili się przodkowie wszystkich żyjących dziś ludzi. Tu był Eden.

    Ten wniosek wynika z badań DNA autochtonicznych mieszkańców tych ziem, słabo przebadanej, ale nadzwyczaj ciekawej pod względem genetycznym, kulturowym i językowym (używane przez nich języki mlaskowe uważane są przez lingwistów za najbardziej zbliżone do najwcześniejszych języków używanych przez ludzi) populacji ludzkich na Ziemi. Zespół Hayes przebadał najbogatszą jak dotąd próbę 1217 przedstawicieli ludu San, a otrzymane dane przedstawił w postaci drzewa rodowego, którego interpretacja wskazuje, że ludzie współcześni narodzili się przed około 200 tys. lat gdzieś na brzegach prajeziora, trzymali się jego sąsiedztwa przez następne 70 tys. lat, by potem dość szybko rozejść się we wszystkie strony Afryki, a w końcu jedna z ich grup potomnych opuściła ten kontynent zasiedlający pozostałe lądy.

    Tezy Hayes spotkały się ze zmasowaną krytyką jej zawodowych kolegów. Zarzucano jej, że swoją analizę oparła na niewielkim wycinku naszego genetycznego dziedzictwa, że mtDNA, które stanowi niecały promil ludzkiego genomu, jest dziedziczony wyłącznie po kądzieli i nie pokazuje całej złożonej natury naszych losów (każdy z genów jądrowych ma swoją własną i zwykle sięgającą dużo głębiej w przeszłość historię). Krytykowano też, że nie wzięła pod uwagę genów „kopalnych”, a wreszcie i materiału archeologicznego sugerującego, że nasz gatunek mógł powstać dawniej i gdzie indziej. I wreszcie, że przywołując „centrum stworzenia” człowieka ignoruje popularną ostatnią hipotezę afrykańskiego multiregionalizmu, według której w ciągu ostatnich kilkuset tysięcy lat Afrykę zamieszkiwało wiele populacji o niejasnej przynależności taksonomicznej, ale krzyżujących się między sobą, więc nasza historia nie ma (i nie może mieć) charakteru jednej linii rodowej zakorzenionej w ściśle określonym miejscu, lecz przypomina rozgałęziony krzew, którego gałęzie są splątane i mogą w dodatku dzielić się sokami.

    Kto ma rację? Paradoksalnie wydaje się, że obie strony. W początkach historii naszego gatunku w Afryce istniało wiele odrębnych populacji i model afrykańskiego multiregionalizmu dobrze opisuje tę sytuację. Z drugiej strony wszyscy żyjący dziś ludzie są genetycznie bardzo jednorodni i wydaje się, że pochodzą od jednego przodka. Możliwe więc, że botswański Eden na brzegach dawnego jeziora istniał naprawdę i tam sięgają korzenie wszystkich żyjących dziś ludzi, a pozostałe populacje, które również przyczyniły się do powstania naszego gatunku, nie pozostawiły po sobie genetycznego dziedzictwa, choć mogły – co bardzo prawdopodobne – przetrwać w językowych i kulturowych wynalazkach, przejętych przez sąsiadów. Niewykluczone więc, że wszyscy jesteśmy potomkami dawnych mieszkańców Botswany.

    dr Marcin Ryszkiewicz